n
|
| Pomys³:Zaklecie 1: Ten, ktorego nikt nie zauwaza. |
| Kiedy:środa, 30 kwietnia 2008-18:02:03 |
| Autor: {ksywa} |
| Opinie
|0| Wypowied¼
siê |
|
- Ludzie od zawsze poszukiwali magii. Juz od starozytnosci pojawialy sie teorie stworzenia kamienia filozoficznego, magicznych rozdzek i zaklec. W koncu jednak, w roku 1226 udalo sie to czterem przyjaciolom. Pierwszym z nich byl japonski arystokrata Niraya... NIRAYA?!! Czy ty w ogole sluchasz, co sie do ciebie mowi?! Komu udalo sie stworzyc pierwsze magiczne zaklecie?
Dwunastoletnia dziewczyna otworzyla jedno oko, patrzac na nauczycielke, jak na idiotke.
- Ten debil, ktorego portret ma moja babcia w salonie. - Odparla, nie bardzo wiedzac, co sie w ogole dzieje i gdzie jest.
- Jak on sie nazywa? - Dopytywala sie nauczycielka od historii magii, profesor Hichidzi Saruko.
- Niraya... Oimaru? - Strzelila dziewczyna majac nadzieje, ze to o najpotezniejszego z czlonkow swojej rodziny chodzilo starej torbie.
- Minus 5 punktow dla klasy ognistej. Dziecko, co sie z toba dzieje?
Dwunastolatka tylko cos wymamrotala.
- Slucham? - Zajeczala nauczycielka bliska zalamania nerwowego.
- Kij ci w dupe? - Wyszeptala zastanawiajac sie, czy nauczycielka to slyszy. Ciagle lezala na lawce, wiec byla szansa, ze babka jednak nic nie uslyszy.
- Jak ty sie wyrazasz?! Myslisz, ze jak jestes z rodziny arystokratycznej, to ci wszystko wolno?!
- To moze dwa patyki?
Tego akurat pani nie uslyszala i chyba uznala za przeprosiny, bo odwrocila sie i zaczela kontynuowac swoj wyklad o czterech zalozycielach magicznych - Niraya Ichibanie, Hoshi Nibanie, Nuyaki Sanbanie i Sashiko Yottsu.
Tymczasem dziewczynka, czarnooka szatynka o lekko wystajacy kosciach policzkowych i raczej leniwej i beztroskiej posturze snila o wakacjach, wolnosci i ucieczce w nieznane lasy Japonii. Mama NIGDY by sie na to nie zgodzila, ale warto bylo pomarzyc. Dla samej frajdy oczywiscie.
Nagle cos ja szturchnelo i dopiero po chwili zdala sobie sprawe, ze to lokiec osoby siedzacej obok niej i postanowila mruknac, zeby jej najlepszy przyjaciel rzekl co ma rzec i pozwolil jej rozkoszowac sie wolnoscia, jaka dawal jej sen..
Rei, chlopak ktorego poznala w dziecinstwie, kiedy tacie chcialo sie zaczac oplacac sierociniec dla magow, mial krotkie blond wlosy i nie znal nawet swego nazwiska, mial piwnozielone oczy. Czesto cwiczyl na silowni i wyniki tejze czynnosci bylo juz u niego widac.
- Tai-san... - Mruknal jej prawie wprost do ucha. - Wiem, ze pani od leczenia powiedziala ci, ze z twoimi ocenami juz nie musisz sie uczyc, ale to twoje drugie odjecie punktow w tym tygodniu. Jeszcze troche i z prawie najlepszej uczennicy zmienisz sie w najgorsza.
- Pamietaj, Rei. - Odpowiedziala mu, ziewajac. - Tylko zle oceny sie dostaje. Dobre same wpadaja.
- Zdawalo mi sie, ze to bylo wlasnie odwrotnie. - Stwierdzil Rei, probujac sobie przypomniec to porzekadlo.
Nie dane mu bylo jednak sobie przypomniec. Wszystko przez ta glupia pania od historii.
- Niraya! Ostrzegalam cie! Natychmiast zabieraj sie do przedostatniej lawki pod oknem!
Dziewczynka jakos natychmiast oprzytomniala i odwrocila sie, by sprawdzic, kto w tej lawce siedzi. Byl to maly i drobny chlopiec o obdarnej koszulce i krzywo przystrzyzonych wlosach. Mial sine lewo oko. Drugie bylo czyste i blekitne niczym niebo w sloneczny dzien.
- Ale... Prosze pani! - Zawolala, nie chcac siedziec z tym obdartusem.
Nauczycielka podniosla jej plecak i mimo wszystko ustawila go obok niechcianego i nielubianego przez nikogo chlopca.
Chcac nie chcac, wlascicielka plecaka usiadla na tamtym miejscu, nie patrzac na swojego nowego kolege z lawki.
Uslyszala tylko, jak mruknal:
- Hej, jestem Yoh. Nie pobijesz mnie, prawda?
Spojrzala na niego, zdziwiona. Zauwazyla w nim biednego chlopca, niezauwazanego lub ponizanego. Dobrze wiedziala, dlaczego.
Przybyl do miasta rok temu i nie potrafil sie odnalezc w nowym otoczeniu. Cala Kanazawa znala sie od urodzenia, wszyscy ze soba duzo przebywali i od dawna byli albo przyjaciolmi, albo wrogami. A on byl... kims obcym.
Wtedy spojrzala na jego dlonie i na to, co robil...
Rysowal.
Jego rysunek wyplywal na powierzchnie, byl niczym zdjecie, okno na swiat. Tai nie mogla uwierzyc w to, co widziala. Wpatrywala sie w pejzarz narysowany przez niesmialego chlopca, oniemiala. Wiedziala, ze prawdopodobnie bedzie jedyna osoba, ktora go nie odrzuci.